Syriusz Black

Syriusz Black
Cudowne Ocalenie

niedziela, 28 września 2014

47. James



Rozdział 47
James

            Syriusz zdecydował się pozostać tu, gdzie się chwilowo znajdował. Zdecydował się, jednak że nie zostanie tu do końca świata, a tylko do czasu aż będzie mógł wrócić na ziemię. Nie przyszło mu to łatwo, lecz wiedział, że tak będzie lepiej w końcu Dorcas nawet tu była martwa, a on mógł jeszcze pozostać na żywy, gdzie być może spotka przyjaciół i chrześniaka.

            Meadows powiedziała mu na zakończenie ich pośmiertnego spotkania, że on musi pozostać tu jeszcze chwilę by rozmówić się z kilkoma sprawami. Kiedy Łapa zapytał ją co ma na myśli nie odpowiedziała nic, tylko przytuliła go. Na sam koniec ich usta złączyły się po raz ostatni. Nie trwało to długo, gdyż Dorcas, a dokładniej mówiąc jej widmo zdematerializowało się i zniknęło.

            Black pozostał sam. Jego zniknięcie z tamtego świata było dużo więcej niż dziwne. Powrót tam zdawał mu się nie realny, mimo że obiecała mu to ostatnia kobieta, którą pokochał w swoim życiu. Sam nie pamiętał już zbyt dobrze jak to się stało, że jest tu, gdzie jest. Pamiętał tylko, że Bella trafiła go jakimś urokiem - nie pamiętał czy była to avada czy może coś innego. Wiedział, że dostał w pierś. Prawdopodobnie siła zaklęcia była tak duża, że zrobił obrót wpadając za zasłonę do... miejsca gdzie się znajdował w tej chwili.
- Łapa - czyjś odległy głos, zdawał się go przywoływać.

            Syriusz zignorował głos i dalej myślał nad tym jak mógł się tu znaleźć.

- Syriuszu - głos nie zamierzał zrezygnować - czy tak witasz starego przyjaciela? - teraz dopiero zdało mu się, że zna ten głos.

            Ale przecież nie mógł to być on... Przecież nie żył od tylu lat. Fakt, że Dorcas była jeszcze dłużej od niego nieżywa, niczego nie zmieniał. Black bał się podnieść głowę, którą mimowolnie opuścił, kiedy uzmysłowił sobie kto do niego przemawia. Bał się tego spotkania. Obawiał się co może usłyszeć od przybysza, jakich oskarżeń będzie musiał wysłuchać i czy będą one słuszne.

- Witaj James - powiedział wreszcie.
- Czołem Łapo - odpowiedział Potter - tylko dlaczego nie zaszczycisz mnie spojrzeniem swoich ślicznych, szczeniaczych oczek?
- Tak jakoś...

            Syriusz uniósł do góry głowę. Zmarły ojciec jego jedynego chrześniaka stał przed nim taki jakim go zapamiętał. Oczy miał orzechowo- brązowe, a włosy czarne i rozwichrzone jak jego syn. Na nosi spoczywały mu okulary w czarnych oprawkach. Ubrany był w czarny płaszcz i sportowe buty w tym samym kolorze z elementami białego.

- Ty się boisz...
- Nie - zaprzeczył Łapa.
- Syriusz się boi! Syriusz się boi! - Potter wrzeszczał jak małe dziecko.
- Wcale nie - odpowiedź również była wysokich lotów.

            James kontynuował swoją zabawę jeszcze przez parę minut, a jego najlepszy przyjaciel z lat szkolnych dalej uparcie zapewniał go, że jest inaczej niż myśli. W końcu Łapa nie mogąc przerwać trajkotania przyjaciela poprzez negację jego wypowiedzi, zdecydował się przemówić mu do rozsądku inaczej.

- JAMES! - wydarł się ze wszystkich sił - twoje zachowanie nie przystoi... - tu się zawiesił na dłuższą chwilę.
- osobie zmarłej? - dokończył za niego James i wybuchnął śmiechem.
- Jeśli nią jesteś - odparł niepewnie Black.
- Gdybym żył to byś to zauważył przez ostatnie kilkanaście lat - zakpił okularnik.
- Taaa.
- Nieważne jest to co było, lecz to co nastąpi - wypalił James tonem przypominającym Albusa Dumbeldore.

            Taki ton nie mógł nie rozbawić Syriusza. Wobec tego on i James wybuchli śmiechem w tym samym momencie. Śmiali się długo. W końcu rozbolał ich brzuch i musieli skończyć z tym.

- Musimy pogadać - oświadczył zmarły.
- No co ty nie powiesz? Nie widzimy się ponad 10 lat, a ty mi mówisz, że musimy pogadać?!
- Tak.

            Ponownie obaj zachichotali.

- Przez tą śmierć straciłeś poczucie humoru - oznajmił Black.
- Ty straciłeś je nawet nie umierając - odciął się Potter.

            Syriusz spojrzał na niego ponuro. Te słowa zabolały, chociaż niezbyt mocno, mimo wszystko animag poczuł się dotknięty.

- Posiedź tyle lat w Azkabanie to zobaczymy jak zabawny będziesz.
- Wiesz co Łapo? Z chęcią bym posiedział, ale no wiesz... nie żyje.
- Wybacz...
- Ale co? - spytał zszokowany Rogacz.
- Że nie dałem rady obronić ciebie i Lilly. I że Harry musiał się męczyć przez tyle lat z tymi mugolami. I że nie dorwałem tego skurwysyna, który was sprzedał. Wybacz zwłaszcza to, że namówiłem was na zrobienie go strażnikiem...
- Starczy - przerwał mu ostro James. - Co się stało, to się nieodstanie. Ani ja ani Lilly nie winimy cię za to. Dobrze się stało, że go nie zabiłeś.
- Harry powiedział mi, że ty byś tego nie chciał - przypomniał sobie ex- więzień.
- Mądrego mam syna.
- Nawet nie wiesz jak bardzo - zapewnił gorąco Black - jest podobny do ciebie jak dwie krople wody, tylko oczy... te mam po mamie.
- Musi być z niego strasznie przystojny chłopak.
- Jest!
- No to musiał złamać przez tę 16 lat nie jedno serce - zażartował Rogacz.
- Raczej nie.
- Jak to? - zdziwił się James.

            Syriusz wziął głęboki wdech i zastanowił się przez chwilę jak ma wytłumaczyć to przyjacielowi. Nie był to łatwy temat do rozmów, a tym bardziej nie opierał się na faktach, a na tym co ktoś opowiedział Syriuszowi o jego chrześniaku.

- Wiesz on raczej nie wie jak ma postępować z dziewczynami. Nikt go tego nie nauczył - zaczął powoli Łapa - chłopak ma warunki, ale brak mu śmiałości, zdecydowanie i takiej trochę arogancji jaką miał stryjek Black...
- Zdecydowanie - poparł go James - ale miał jakąś laskę już? - dopytał z nadzieją w głosie.
- Słyszałem, że rozstał się w piątej klasie z Chang.
- Azjatka?
- Z tego co wiem, to jej matka jest Brytyjką z dziada, pradziada - odpowiedział Syriusz - kobieta pracuje w ministerstwie, jednak jej ojciec... On jest chyba z Tajlandii. Znaczy pochodzi gdzieś z tej okolicy, ale prawie nic o nim nie wiemy.
- Nie odpowiedziałeś na moje pytanie.
- Tak.
- Co tak?
- Cho Chang jest azjatką i pierwszą miłością twojego syna.
- Dzięki - rzekł James z uśmiechem jakiego nikt nie widział od prawie 15 lat.

            Potter wziął Łapę za ramię i pociągnął go w stronę, z której przyszedł. Szli przez jakiś czas obok siebie i o niczym nie rozmawiali. Wreszcie Black zdecydował się przerwać to milczenie.

- Jak tam jest?
- Gdzie? - James odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Tam dokąd trafiłeś po śmierci.
- Nie mogę ci tego wyjaśnić - odparł smutno okularnik - wybacz stary.
- Ok.
- Mamy mało czasu - powiedział nagle James - musimy omówić interesujące cię kwestie.
- Sam nie wiem co mnie najbardziej interesuje...
- Cycki jakiejś ładnej osiemnastki - zażartował Potter.

            Syriusz zareagował na to klasycznym załamaniem, lecz po chwili znów się śmiał z żartu przyjaciela.

- A tak na serio to pogadamy o twojej przyszłości - wyjaśnił James.

            Łapa spodziewał się, że ten moment nadejdzie, jednak starał się odwlec go najdalej jak to jest możliwe w czasie. Gdyby to od niego zależało nigdy nie kończył by tej rozmowy o wszystkim i o niczym.

- Wracam na ziemię co tu jest do omówienia?
- Masz misję.
- Zakon nic mi nie powierzy.
- Nie prawda.

            Gdzieś w głębi duszy Blacka wybuchła drobna, mała iskierka nadziei. Jeśli to wszystko tu dzieje się na prawdę, to znaczy, że wkrótce wróci do gry o najwyższą stawkę i tym razem nie będzie przyglądał się rozgrywkom ważniejszych od siebie z ławki rezerwowych.

- Mów co masz na myśli - zachęcił kumpla.
- Albus już udowodnił wszystkim, że zginąłeś. Knot oczyścił cię z zarzutów i nawet nadał jakieś odznaczenie za twoje zasługi w walce z Voldemortem.
- A to ci nowina - żachnął się Syriusz, ale został uciszony gestem ręki.
- To oznacza, że aurorzy nie będą na ciebie polować, nie mniej wolelibyśmy żebyś pozostał w ukryciu. Zostań w nim do czasu, aż... aż nie uznasz za stosowne ogłosić, że wróciłeś.
- Czemu nie jak wrócę?
- Kiedy Lord V myśli, że jesteś martwy to nie próbuje cię zabić. Co daje ci przewagę w walce z nim.
- Jak mam walczyć nie ujawniając sie?
- Nie wracaj do Zakonu.
- Jeśli wrócę znów mnie zamkną w celi, tak?
- Tak w celi t domu, którego nienawidzisz.
- To co mi zostaje?
- Odejdziesz stąd. Znajdziesz się w normalnym świecie. Na początek wylądujesz gdzieś w Azji. Stamtąd będziesz musiał dotrzeć do Wielkiej Brytanii. Kiedy tam dotrzesz wiesz po czyjej stronie walczyć.
- Tak.
- Świetnie! - ucieszył się James.
- Czy wy widzicie przyszłość?
- Nie. Nas nie ma Łapko - zakomunikował zmarły - to co widzisz, powstało tylko dla ciebie i na potrzeby chwili.
- Masz jakieś ostatnie rady na po powrocie do Anglii?
- Tak - rzekł James - nawiąż współpracę z Gwardią Dumbeldore'a.
- Tymi dzieciakami Harry'ego.
- Myślę, że kiedy tam dotrzesz większość z nich będzie już dorosła.
- Żaden problem - rzekł Black - po prostu się upewniam czy dobrze cię zrozumiałem.
- Tjaaa - zgodził się James.

// Nowy rozdział jest bardziej czymś w rodzaju wywiadu lub raczej rozmowy między Jamesem, a Syriuszem, tak więc nie jestem z tego (czegoś co tu powstało) zadowolony, jednak taka forma jest niezbędna dla dlaszego biegu wydarzeń.